Jestem typem osoby, która nienawidzi być niezaradna. Wolę sama sobie radzić z problemami, a nie polegać na innych (ach ta niezależność!). Zdecydowanie daleko mi do bezradnej księżniczki czekającej na ratunek. Ale właśnie takie momenty w życiu uświadamiają ile jeszcze trzeba się nauczyć. Moja lista jest dość długa. Wiadomo, nie można umieć wszystkiego i zawsze znajdzie się coś, czego nie będziemy potrafili zrobić. Ale jednak, są pewne podstawy, które należałoby opanować.
Ciekawe, że póki nie złapiemy gumy, nie zatka się zlew, czy nie wypadną drzwi z zawiasów, nie myślimy o takich rzeczach. Póki wszystko działa, jest cudownie. Gorzej jest jak przestaje działać, fatalnie, jeśli nie potrafimy tego naprawić. Prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, kiedy nie ma kogoś kto mógłby nam w tym pomóc. Najprostsze, życiowe sprawy stają się nagle przeszkodą nie do przeskoczenia.
Uczynna para youtube i google nie zawsze potrafi pomóc (albo po prostu nieumiejętnie się z nich korzysta). Ale, jak to mówią, Polak mądry po szkodzie. Póki nie przydarzy się jakieś nieszczęście, nie myślimy o nabyciu podstawowych zdolności, nawet takich, jak wiązanie krawata.
Przez żenującą sprawę "Pralki, co robi spięcia" postanowiłam wdrożyć inne podejście. Raz w miesiącu nabyć umiejętność, która, może nie przyda się w tym momencie, ale w przyszłości z pewnością uprości życie. W maju zacznę łagodnie. Skoro jest wiosna i zaczął się sezon rowerowy, stawiam na naprawienie dętki i zakładanie łańcucha rowerowego.
Obym nigdy więcej nie musiała dzwonić do ojca po instrukcje, w tak głupiej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz